Coś o mnie…

Pablo PułtuskOd przeszło 30 lat mieszkam w małej miejscowości nad Narwią – Pułtusku. Tu się urodziłem, uczyłem, założyłem rodzinę. Każdego dnia obserwuję jego życie, widzę problemy z którymi się boryka oraz bezradność lokalnych władz. Może i się starają, ale efektów jak na razie nie widać.

No ale miało być o mnie… :) Miło wspominam czas poświęcony na naukę w pułtuskim Technikum Mechanicznym. I nie tylko czas nauki – był to okres intensywnej zabawy w gronie znajomych, odkrywanie zalet “dorosłego” życia. W tym miejscu chcę pozdrowić wszystkich nauczycieli oraz kolegów, którzy wraz ze mną uzyskali przepustkę w dorosłe życie – maturę – w 1994 roku. To były czasy… Aż dziw bierze, że z takiej porządniej klasy wiele osób zdecydowało się zasilić szeregi naszej kochanej służby mundurowej – policji. ;-) I jak na razie dzielnie pracują na chwałę naszej ojczyzny. O mały włos też włożyłbym na siebie niebieski mundur – ale brak ukończonego szkolenia wojskowego zmusił mnie po ukończeniu studiów (1999) do włożenia munduru w kolorze zielonym (styczeń 2000). Wiele osób czas spędzony w wojsku uważa za czas stracony. Ja się do nich nie zaliczam. To wspaniała przygoda, którą polecam wszystkim młodym ludziom. Piszę ludziom, bo nie tylko płeć brzydka ma szansę wstąpić w szeregi armii. A to powoduje, że czas tam płynie o wiele szybciej i… ciekawiej, że sie tak wyrażę.

Opieka MONu skończyła się dla mnie z końcem czerwca 2000 roku. Stałem się znów wolnym człowiekiem. Znacie to uczucie? Najpierw codziennie to samo, wiesz, co przyniesie Ci kolejny dzień, z dokładnością co do minuty, no może godziny… I nagle cywil. Przez tygodnie przyzwyczajasz się do nowego-starego życia… Eeee, to nie w moim przypadku. ;-) Bo 1 lipca – czyli na drugi dzień po wyjściu z woja dostałem się pod skrzydła generała, mojego generała. Jak? Prosto, zmieniłem stan cywilny z wolnego na żonaty. I też każdy dzień mam “z góry” zaplanowany. Nie, no tak poważnie to nie jest tak źle. Pracuję sobie spokojnie, w międzyczasie dokształciłem się jeszcze trochę – do magisterki z mechanizacji leśnictwa dorzuciłem jeszcze podyplomowe z informatyki i pedagogiki, wszak do “gołej” pensji trzeba sobie jeszcze trochę dorobić – i wiodę zwyczajny żywot przeciętnego człowieka. Przeciętnego..? Raczej chyba nie. A co mnie wyróżnia? Np. dbałość o wskaźnik przyrostu naturalnego. W czasach, gdy mało kto decyduje się na drugie, ba, nawet na pierwsze dziecko, ja mogę się poszczycić ojcostwem trzech ślicznych chłopców. Tak, chłopców – widać jakoś los tak chce… ;-) Żartując powtarzam swej żonie, że teraz pozostaje nam tylko adopcja – ja jestem za adopcją takiej 16 – 17-to letniej dziewczyny, żeby we wszystkim mogła jej pomagać. Ale pozostanie to chyba tylko w sferze marzeń…

Mając do dyspozycji co-nieco czasu, postanowiłem moje niektóre przemyślenia przelać na papier… No, może nie dosłownie na papier, ale zawsze przecież można to wydrukować, nie? ;-)